7 rzeczy, których nauczyłem się dzięki swoim dzieciom

Drugorodna skończyła właśnie roczek. Pierworodny idzie w tym roku do szkoły. Zastanawiałem się ostatnio nad faktem, że nie tylko nasze dzieci rosną, ale my – rodzice – rośniemy razem z nimi. Każdy z członków rodziny, nieważne na jakim etapie wzrostu i rozwoju obecnie się znajduje, daje coś innym. Dzieci uczą się, bo nie mają wyjścia i wszystko jest dla nich nowe i dopiero „do ogarnięcia”. Ale mądry dorosły również uczy się całe życie. A okazuje się, że uczyć można się także od najmłodszych. Zapraszam do zapoznania się z krótką listą najważniejszych według mnie rzeczy, których ja nauczyłem się od swoich pociech.

Żyć chwilą

Czasem mam wrażenie, że dzieci umieją operować tylko w jednym czasie: bardzo-teraźniejszym. Umiejętność cieszenia się chwilą jest dla nich stanem domyślnym. Zilustruję to krótką historią. W jeden z ostatnich weekendów zaplanowaliśmy wielki dzień. Wyjazd na farmę połączony z wizytą na dziecięcym torze przeszkód, potem obiad i na koniec spacer. Wielki dzień, na który wszyscy bardzo czekaliśmy. Tego dnia wstaliśmy wcześnie rano gotowi na przygodę. Dodam tylko, że jesteśmy ostatnio na etapie bycia strażakami, więc podczas śniadania udawaliśmy, że jesteśmy strażakami i szykujemy się na akcję. Po śniadaniu Pierworodny zaczął bawić się swoim wozem strażackim, a tata i mama krzątali się przygotowując się do wyjazdu. I jakież było moje zaskoczenie, gdy Pierworodny był tak wkręcony w zabawę, że stwierdził, że on nie jedzie. Dla niego, jego mały świat, który właśnie sobie zbudował był w danym momencie najważniejszy. Ważniejszy od bogatych planów taty na ten dzień. W takich sytuacjach nie można tego świata niszczyć. Trzeba być kreatywnym. W tej konkretnym przykładzie, chwilkę się pobawiliśmy jego wozem strażackim, a potem wymyśliliśmy, że jedziemy gasić pożar na farmie – zadziałało. My dorośli uczymy się na jakimś etapie planować przyszłość i wyciągać wnioski zastanawiając się nad przeszłością. I to jest oczywiście potrzebna umiejętność. Tyle, że dla wielu z nas owo planowanie i dumanie nad niespełnionymi planami przybiera skrajne oblicze. Tak jak pisałem o tym we wpisie o Skarbonce dobrodziejstw:

Jednym z powodów, dla których nie czujemy się na co dzień szczęśliwi jest fakt, że nie żyjemy dniem dzisiejszym, tylko przejmujemy się tym co wydarzyło się wczoraj, lub martwimy się tym co wydarzy się jutro.

Warto częściej obserwować bawiące się dzieci i uczestniczyć w ich postrzeganiu świata.

Mieć dystans do siebie

My dorośli zgubiliśmy gdzieś tą cechę. Ciągle się porównujemy do innych. Przejmujemy się tym co ludzie o nas mówią. To nas blokuje. Małe dzieci nie przejmują się tym jak są ubrane, co robią lub mówią inni. One kreują sobie swój mały świat  i konsekwentnie dążą do celu jeśli sobie coś wymyślą. Dotyczy to wszystkiego od zachowania, poprzez ubiór, a skończywszy na wypowiedziach innych. Oczywiście nie mam na myśli ignorancji i bycia infantylnym, czy braku dbania o wygląd. Mam na myśli przewartościowanie sobie tych zewnętrznych czynników i ich wpływu na nasze samopoczucie, decyzje jakie podejmujemy i ogólnie nasze zachowanie wobec innych. Myślę, że bycie rodzicem, szczególnie małych pociech, uodparnia nas na otoczenie i uczy konserwować cenna energię unikając przesadnego roztrząsania otaczającego nas świata. Ja osobiście staram się przynajmniej próbować być świadomy kiedy zaczyna mi się w głownie ten zgubny proces “co ludzie powiedzą”.

Wesołych świąt. Merry Christmas 🎅😄🎄 #RodzinaJestFajna #merrychristmas

A post shared by Piotr Zagorowski (@tatonawyspach.co) on

Mieć cierpliwość do innych

To akurat cecha, którą nabywamy (albo nie :)) obcując z dziećmi. One generalnie nie są cierpliwe, wszystko chcą tu i teraz i potrafią wyrazić swoje niezadowolenie we wszystkich najmniej spodziewanych momentach. Na przykład tuż przed spaniem. O gradacji Przedspaniowych Stanów Marudkowych pisałem już wcześniej dekonstruując mit buntu dwulatka.   Lub na przykład kładąc się na podłodze w sklepie i piszcząc jak orkiestra składająca się wyłącznie z fletów (wtedy przydaje się także cecha dystansu do siebie). Ale i tak je kochamy i uczymy się obcować z tymi małymi istotkami, ucząc zarówno je jak i siebie jak być cierpliwym. A jest to cecha przydatna nie tylko do radzenia sobie z dziećmi, ale ze wszystkimi dookoła. Będąc rodzicem wkraczamy na nowy poziom tej umiejętności. Złośliwy kolega w pracy – to nie problem. Pracownicy nie do końca wypełniający zadane rzeczy – totalny Zen i spokojne tłumaczenie po raz fafnasty. Zmęczona żona, która traci cierpliwość, bo po raz kolejny nie naprawiliśmy cieknącego kranu… Lepiej zabrać się od razu 🙂

Zadawać pytania do upadłego

Wszyscy wiemy, że trzy/cztero-latki są mistrzami w zadawaniu pytań. Czasami brakuje nam cierpliwości (patrz wyżej), żeby odpowiadać na pozornie to samo pytanie, lub kolejny poziom tego samego pytania. Ale w tym szaleństwie jest metoda. Powinniśmy być wdzięczni naszym pociechom i zabrać się do nauki. Zamiast narzekać i zbywać płytkimi odpowiedziami, lub wręcz ich brakiem, poszerzać swoje umiejętności słuchania i przez to formowania lepszych odpowiedzi.

Zadawanie właściwych pytań, szczególnie gdy pracuje się z ludźmi wcale nie jest proste. A zadawanie ich tak, żeby pomóc im wzrastać jest pożądaną cechą każdego lidera, w tym także taty. My jako dorośli stajemy się albo poprawni politycznie i oduczamy się pytać, albo leniwi, i zadowalamy się powierzchownym traktowaniem spraw. Przyjmując sprawy takimi jakimi ktoś nam powiedział, że one są. A stąd już tylko krok od konformizmu. Zadawanie właściwych pytań jest dla naszych pociech ważne w procesie poznawczym i twórczym. Tutaj dwie rzeczy, które chciałbym podkreślić. Nigdy nie powinniśmy przekreślić kogoś z powodu ilości, lub jakości pytań które zadaje.  Dotyczy to zarówno naszego stosunku do dzieci – one bowiem dopiero się uczą i mają prawo wymagać od nas bycia wysłuchanym. Jak również dotyczy to dorosłych. Jak to się zwykło mawiać – nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi.

Jako przykład tej cechy w życiu dorosłym chciałbym przedstawić bardzo ciekawego człowieka – Ricardo Semlera. Podczas, gdy re-organizował pierwszą firmę w jakiej został właścicielem wprowadził zasadę zadawania pod rząd trzy razy pytania “dlaczego?”, aby kwestionować wszystkie procedury w tej firmie. Jak opowiada – efekt był piorunujący. Zdecydowana większość z nich nie przetrwała tej próby.

Przykład:
Dlaczego posypujesz podłogę trocinami? – Bo jest śliska.
Dlaczego podłoga jest śliska? – Bo wycieka na nią olej.
Dlaczego olej wycieka na podłogę? – Bo uszczelka w tym mechanizmie przecieka.

Ciągle się uczyć

O wychodzeniu ze swojej strefy komfortu pisałem obszerniej we wpisie inicjującym mój podcast – Tato na Wyspach Magis. Dzieci trochę nie mają wyjścia uczą się non-stop. One uczą się nawet już w brzuchu mamy w okresie prenatalnym. Potem mają prawdziwy maraton przez pierwsze dni, tygodnie i miesiące. Próbowałem się zastanawiać kiedy to się kończy. Kiedy stajemy się na tyle wyuczeni, że przestajemy szukać nowych rzeczy. Uznajemy, że już się “nauczyliśmy”. Matura? Studia? Certyfikat pozwalający zacząć pracę? Myślę, że problem jest bardziej w podejściu niż w samym procesie uczenia się. Gdzieś po drodze gubimy radość z uczenia się i zaczynamy rozdzielać te dwie rzeczy. Przymus uczenia się we wszelkich placówkach oświatowych i przyjemność zabawy i nauki rzeczy często postrzeganych jako niepotrzebnych. Powstaje więc sztuczny rozdział na przyswajanie sobie wiadomości do pracy i na rozwijanie hobby. Czy musi istnieć ten podział? Dzieci (powinienem dodać – małe dzieci) nie mają tego problemu. Wszystko traktują jako zabawę i dlatego tak szybko uczą się wszystkiego. Angażując obie półkule mózgowe wręcz chłoną one wiedzę. Dlatego mądrzy pedagodzy, włączając w to rodziców, wykorzystują tą “metodę” uczenia poprzez zabawę. Co my możemy nauczyć się z tego? Zacznijmy robić więcej rzeczy, które przynoszą nam zadowolenie. Może właśnie to powinno być głównym kryterium, kiedy zastanawiamy się czego chcielibyśmy się nauczyć wybierając kolejną książkę do przeczytania, czy kurs to zrobienia?

Być odważnym i pokonywać własne ograniczenia

Ten akapit ściśle wiąże się z poprzednim. Dzieci bywają różne. Patrząc na niektóre pociechy na placu zabaw mam wrażenie, że są one totalnie pozbawione strachu. Rzeczy, które wyprawiają na drabinkach i zjeżdżalniach przyprawiają niejednego dorosłego o zawrót głowy. Mój pierworodny jest jednak inny. W swoim zachowaniu jest bardziej podobny do mnie (niespodzianka?). Zapobiegawczy, obserwujący otoczenie przez chwilę, zanim podejmie decyzję o tym w jaki sposób zareagować. Nie oznacza to, że nie jest odważny. Jest odważny tylko na swój sposób. Lubię obserwować go i pomagać mu w tych jego zmaganiach z samym sobą podczas prób wychodzenia poza swoją strefę komfortu. Dotyczy to zarówno zdobywania różnych umiejętności fizycznych na placu zabaw, albo fikolandzie, ale również interakcji z innymi. To ważne dla rodzica, aby uszanować tą różnorodność wśród dzieci i pomagać w umiejętny sposób rozwijać się każdemu nieco inaczej. Zachęcać, ale niczego nie przyspieszać na siłę. Widzę nieraz rodziców, którzy (spełniając swoje własne ambicje) “motywują” swoje dzieci nazbyt mocno, często osiągając odwrotnie rezultaty. Przekładając to na lekcje dla dorosłych – musimy pamiętać, że każdy z nas czegoś się boi. Choćby nie wiem jak bardzo ktoś był ekstrawertyczny, istnieje taki obszar, który jest jest poza jego “maksimum”. Każdy z nas ma swoje strachy. To co dzieli ludzi odważnych od nieodważnych to nie brak strachu, ale to jak reagujemy na strach. Są tacy, których strach paraliżuje. Ale są też tacy, którzy mimo tego uczucia podejmują działania by iść dalej. Tutaj małe zadanie, o którym przeczytałem w książce Tim’a Ferriss’a “Tools of titans”. Następnym razem, gdy będziesz miał podjąć poważną decyzję, oprócz typowej tabelki “za i przeciw”, Tim proponuje, żeby zrobić jeszcze dodatkowo “analizę strachu”. Napisz przy każdym punkcie “przeciw” najgorszą rzecz jaka może się zdarzyć, gdy zrealizujesz ten punkt. Co może się stać? Czy jest to odwracalne? Czy jest możliwy powrót do stanu poprzedniego? Jeśli tak, jak długo to zajmie i ile będzie to kosztować. Większość rzeczy, które w naszych głowach wyglądają na poważne i niebezpieczne, po wykonaniu tego ćwiczenia nagle okazuje się jakoś dziwnie mniej niebezpieczne, łatwiejsze, a często wręcz banalne do zadecydowania i zrobienia.

Top climber 😁🔝 #instadad #climbing

A post shared by Piotr Zagorowski (@tatonawyspach.co) on

Nauczmy się oswajać z własnymi strachami tak jak robią to dzieci. Być odważnym to nie nie bać się, ale pokonywać własne ograniczenia.

Bonus z przymrużeniem oka – jeść lewą ręką

I dodałbym – jedzenie praktycznie wszystkiego, przy ograniczonym czasie, i z dowolną kombinacją sztućców, włączając ich brak 🙂 Przesuwanie godzin posiłków. Priorytetyzowanie posiłków wszystkich innych członków rodziny ponad swoimi.

Jak to jest u Was? Czy macie swoją listę?

Jeśli podobnie jak ja uważasz, że #RodzinaJestFajna i podobał Ci się ten wpis, zapraszam do podzielenia się nim ze znajomymi i do śledzenia mnie w następujących miejscach:

Więcej, bardziej, pełniej – Magis!

19 thoughts on “7 rzeczy, których nauczyłem się dzięki swoim dzieciom

  1. Jak dla mnie wyczerpałeś temat. Najbardziej porusza mnie w córce umiejętność cieszenia się chwilą i bycie poza czasem. Ostatnio sobie uświadomiłem, że dzięki urlopowi rodzicielskiemu przestałem żyć w trybie weekendowym. To znaczy dzielić tydzień na pon-pt i weekend. Każdy dzień ma swoją wartość. Dzięki temu czuję, że lepiej się dogadujemy z Małą. Cudowne uczucie po kilkunastu latach pracy 9-17.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Zadawanie pytań i szukanie odpowiedzi rozwija i dzieci i dorosłych. Dziś np. córka spytała „dlaczego syreny są szare i wyrzeźbione na pomniku”, a nie kolorowe…. no właśnie? Kolorowych snów i syren!

    Polubione przez 1 osoba

  3. Chyba nigdy jeszcze takiej listy nie zrobiłam, ale całkowicie się zgadzam z Twoją 🙂 Robienie kilku rzeczy na raz z dzieckiem na ręcę lub uwieszonym nogi 🙂 Tak, zdecydowanie jeszcze bardziej wielozadaniowa jestem dzięki córce 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  4. Dzieci potrafią wiele nauczyć! Czasem wręcz wylać kubeł zimnej wody! 😉 Ja do tej listy dodałabym jeszcze to, że dzieciaki nie znają wymówek. Jak coś je interesuje to to robią i już. Nie czekają na „lepszy moment” 🙂

    Lubię to

  5. Cierpliwości, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość. Tego najbardziej się nauczyłam. I jeszcze nie zostawiaj nic na później, dziecko jest nieprzewidywalne. Nie planuj za bardzo, bo i tak nie wyjdzie

    Polubione przez 1 osoba

  6. Pingback: Ze Źródeł #124-125 » kubaosinski.eu

  7. Czas bardzo teraźniejszy – doskonale to ująłeś! I przestrzeń ograniczająca się do tu i teraz tego, a nie innego podwórza, pokoju, łąki… Taki stan umysłu koduje we mnie moje dziecko i… odkrywam dziecko także w sobie. I takie życie o ile jest pełniejsze… od tego dorosłego! 😊 Pozdrawiam super Tatę i wolnej chwili zapraszam do mnie: matki po przejściach, żyjacej dziś, nie jutro… 😊❤

    Polubione przez 1 osoba

  8. Zadawać pytania bez końca… i przychodzi ten czas kiedy wstydzimy się pytać- i powoli zaczyna się dorosłość, choć wcale tak nie musi być. Dorosłym też wypada zgłębiać odpowiedzi

    Lubię to

  9. Pingback: Turniej rycerski na zamku Hever | Tato Na Wyspach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s