Jedziemy na rowery – czyli jak zadanie, które powinno zająć dwie godziny zajęło mi blisko dwa lata

Projekt Jedziemy na RowerySą takie projekty, których realizacja zajmuje miesiące a nawet lata. Nie ze względu na stopień ich komplikacji, potrzebne zasoby lub brak czasu. Winy prawie zawsze trzeba szukać w osobach wykonujących dane zadania, sposobie ich realizacji i braku skupienia na jednej rzeczy.
Dziś chciałem opowiedzieć nieco o projekcie, który powinien zająć maksimum tydzień. Mi zajął prawie dwa lata.
Oto dlaczego.

Pobierz plik w formacie MP3 | Zasubskrybuj i słuchaj w iTunes  | Android | Stitcher | RSS

Czy to jest ważne?

Od tego pytania powinienem zacząć planować. W zasadzie ten nie jest jeszcze planowaniem. To jest po prostu uświadomienie sobie, czy dana rzecz do kupienia, wykonania, czy dany projekt do zrobienia jest ważny dla mnie, czy też dla moich bliskich. Warta odpowiedzieć sobie też na pytanie dlaczego dana rzecz jest ważna. Niektórzy proponują nawet pójść dalej i spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego aż pięć razy. W ten sposób docieramy do rzeczywistej motywacji. Jeśli jest to bowiem odruch, pobudka, lub działamy, aby się komuś przypodobać, to najprawdopodobniej „odpadaniemy” przy kolejnym „dlaczego”.

Dla mnie posiadanie rowerów dla całej rodziny było ważne. Nie zapisałem tylko dlaczego i to spowodowało, że przed długi czas to zadanie leżało w odmętach pobieżnych planów. Ale to tym za chwilę.

Planuj, ale mądrze

Jakiś czas temu zacząłem planować cały rok z góry. Raz w roku planuję najważniejsze projekty i najważniejsze zadania jakie chce zrealizować podczas następnego roku. Tak było też kilka lat temu. Jednym z projektów, które chciałem zrealizować był projekt zakupu rowerów dla całej rodziny. Niestety jako nowicjusz w planowaniu swojego roku z góry wrzuciłem wszystkie zaplanowane rzeczy do jednego projekty, który zanywał się „plany na ten rok”. Zgodnie ze sztuką planowania i rozliczania się z postępu, raz na czas zaglądałem do swoich notatek i widziałem, że mam w planach zakup rowerów. I… nic z tym nie robiłem. Rowery były po prostu jeszcze jednym zadaniem na liście innych zadań.
Tak było do czasu, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że zakup rowerów jest zbyt ogólnym zadaniem, aby móc go wykonać bezpośrednio. Tak naprawdę to jest to projekt sam w sobie, i prawdopodobnie pierwszym zadaniem jest po prostu rozejrzenie się jakie rowery będą nam odpowiadać, gdzie można je kupić, gdzie wypróbować. Coś co będzie można wykonać, coś od czego można będzie zacząć, co można będzie odznaczyć jako wykonane, aby przejść do kolejnej czynności i przy okazji mieć satysfakcję z postępu w wykonaniu większego zadania.

Zaplanowałem, ale było to zbyt ogólne, mało precyzyjnie i przede wszytkim brakło czegoś co w metodologii Getting Things Done, nazywa się następnym krokiem. Czyli czynnością, która jest na tyla mała, konkretna i wykonywalna, że zrobienie jej przybliży nas natychmiast do większego celu, choćby nie wiem jak był on odległy.

Czy mnie na to stać?

Kolejnym problemem okazało się budżetowanie, a w zasadzie to jego brak. Rower może kosztować zarówno kilkaset złotych czy funtów jak również… no właśnie, górnej granicy chyba nie ma, choć jak zapewnia mnie mój znajomy, dla którego rowery to coś więcej niż tylko rodzinne wycieczki do lasu – górna granica w Wielkiej Brytanii to 10.000 (słownie dziesięć tysięcy) funtów. Czyli w zasadzie można już kupić za te pieniądze samochód. Ja nie brałem pod uwagę takiego wydatku, ale mój problem polegał na tym, że nie brałem pod uwagę, żadnego wydatku. Nie wiedzialem czy chcę rowery używane, czy nowe. Ile w ogóle kosztują rowery w Anglii. Jak dobiera się rower do wzrostu, itd itd. Widać więc, że po raz kolejny strzelałem sobie w kolano ze swoim zbyt ogólnym postanowieniem kupna jakichś tam rowerów za jakąś tam kwotę.

Czyli nie wiedziałem, czy mnie stać na rower ani dla mnie ani dla całej rodziny. Potem uświadomiłem sobie jeszcze, że przecieć Drugorodna, która wtedy miała okołu dwóch lat, potrzebuje raczej siodełka, niż osobnego roweru.
W kwestii budżetu pomogło założenie sub-konta, a dokładnie czegoś co na kontach Revoluta nazywa się sejfem. Jest to takie właśnie sub-konto z możliwością ustawienia stałych opłat dziennych, które automatycznie pobierane są z konta głównego. Czyli na przykład co dzień automatycznie na to subkonto przelewa się dwa funty. Inną, dodatkową opcją oszczędzania jest możliwość zaokrąglania wszystkich wydatków, za które płacimy główna kartą płatniczą, i przelewania tym „ekstra drobnych” na to konto oszczędnościowe. Większość nowoczesnych systemów płatniczy czy też bankowych oferuje tego typu usługi. Jeśli dużo podróżujesz to polecam Ci kartę i konto Revolut.

Impuls nie zawsze jest zły

Zwykle robienie czegoś pod wpływem impulsu nie jest polecaną strategią. Szczególnie jeśli chodzi o zakupy. Jednak tym razem konkretna decyzja o zakupie przyszła właśnie pod wpływem impulsu. Była to jednak przygotowana improwizacja. „Że jak” zapytasz? Czyli „improwizacja” czy „przygotowana”? To po pierwsze, a po drugie „co ma piernik to wiatraka”, jak mówi się w Krakowie. Już tłumaczę. Otóż jak już zacząłem na serio planować. Zrobiłem porządny projekt, z zadaniami, kolejnymi krokami i takie tam – zacząliśmy wraz z Żoną rozpowiadać swoim znajomym o swoich planach. Po pierwsze była to dodatkowa motywacja. Słyszycie te pytania ilekroć spotykaliśmy tych znajomych, z którymi podzieliliśmy się swoimi rowerowymi planami?
– „I jak macie już te rowery”?
– „Nie, wciąż się zastanawiamy.”
– „Aha, ale to już czwarty miesiąc…”
Po drugie, wśród naszych znajomych są ludzie, którzy znają się bardziej na rowerach i pomysł był taki, żeby ich trochę wykorzystać. A dokładnie ich wiedzę i chęć pomocy nam, niezorganizowanym nowicjuszom rowerowym.
Tak też się stało. Pewnego dnia, jedna z naszych znajomych poinformowała nas, że w sklepie na High Streecie (czytaj hajstricie) w naszej mieścinie jest wyprzedaż rowerów.
Godzinę poźniej tam byłem, przymierzałem, konsultowałem, porównywałem.
Dwie godziny póżniej klikałem na ich stornie internetowej zamawiając konkretne modele dla nas.
Tydzień później odebrałem swój rower, przyjechałem nim do domu, podszedłem na piechotę po rower swojej małżonki, aby znów zawieźć go do domu.
Dzień później zakupiłem fotelik dla Drugorodnej i montowanie wszystkich maszyn na tył samochodu. W kolejny weekend pojechaliśmy na naszą pierwszą wycieczkę rowerową.

Mniej więcej dwa lata po tym jak zaświtał nam głowach pomysł rodzinnych wycieczek rowerowych.

Jedna rzecz

Jest jeszcze jedna rzecz o której chcę wspomnieć, a nazywa się wsłaśnie „jedna rzecz”. Jest to tak naprawdę tytuł książki, którym autorami są Gary Keller i Jay Papasan. Pozwól, że przytoczę część oficjalnego opisu książki:

Chcesz więcej! Więcej pieniędzy, czasu i satysfakcji z życia.
A zarazem chcesz mniej! Mniej pracy, obowiązków i stresu.
Autorzy z list bestsellerów „New York Timesa” – Gary Keller i Jay Papasan – uczą, w jaki sposób koncepcja JEDNEJ rzeczy może całkowicie zmienić podejście do każdej dziedziny życia, wpłynąć na dokonywane wybory i odnoszone rezultaty.
Czasami twoja JEDNA rzecz będzie pierwszą rzeczą na liście. Czasami – jedyną.
Ale zawsze to właśnie ona przyniesie niezwykłe efekty.
Jaka jest twoja JEDNA rzecz?

Zapraszam Cię do lektury tej pozycji, bo w dzisiejszych czasach króluje błędne podjęcie do produktywności, które zakłada i wręcz promuje:
– wielozadaniowość,
– błędne operowanie priorytetami – (priorytet powinien zawsze występować w liczbie pojedynczej nieprawdaż?)
– i ogólnie – brak skupienia na wykonywanych czynnościach.

I właśnie brak skupienia i należytego czasu jaki powinienem poświęcić na zaplanowanie, realizację i doprowadzenie całego przedsięwzięcia do celu, a w zasadzie lini startu dla naszych rowerów, był głównym powodem dla którego ten projekt ciągnął się tak żenująco długo. Chyba tak naprawdę nie była to dla mnie ta jedna, ważna w danym momencie rzecz. Może dlatego, że trochę bałem się tych wycieczek rowerowy. Ale to jest już historia na osobną opowieść.

Jeśli znajdziesz chwilę i uważasz, że warto – zapraszam do podzielenia się swoją opinią, dodawania recenzji i gwiazdek na iTunes 🙂 W ten sposób podcast będzie bardziej widoczny i dotrze do większej ilości osób.

Oceń podcast w iTunes – jeżeli korzystasz z aplikacji Podcasty:

  • Wyszukaj podcast „Tato na Wyspach Magis” w aplikacji
  • W sekcji „Programy” kliknij „Tato na wyspach Magis”
  • Przejdź do zakładki „Oceny i recenzje”
  • Kliknij w link „Napisz recenzję”

Jeżeli korzystasz ze Stitcher’a:

  • Wejdź na stronę stitcher/TNWMagis
  • Przewiń stronę w dół, aż zobaczysz okno „Show Ratings and Reviews”
  • Kliknij „Write a review”

 Jeśli podobnie jak ja uważasz, że #RodzinaJestFajna i podobał Ci się ten wpis, zapraszam do podzielenia się nim ze znajomymi i do śledzenia mnie w następujących miejscach:

Więcej, bardziej, pełniej – Magis!
Facebook:/TatoNaWyspach
Twitter:@TatoNaWyspach
Instagram:@TatoNaWyspach.co