Niesamowite odkrycie w podlondyńskim lesie

To miał być zwykły spacer po lesie. Pogoda była piękna od rana, więc po południu postanowiliśmy się wybrać do lasu. W lesie jest zwykle cieplej, nie czuć wiatru, powietrze jest zdrowe, a obcowanie z przyrodą zawsze poprawia samopoczucie i ładuje bateryjki na nadchodzący tydzień. Jak miało się jednak okazać – ten spacer nie był wcale zwyczajny…

kobziarze-strojenieJuż na parkingu okazało się, że coś się dzieje. Mnóstwo ludzi, a przez to i samochodów. Z trudem znaleźliśmy miejsce parkingowe a jeżdżąc w poszukiwaniu odpowiedniego jakiegokolwiek, zauważyliśmy gościa ubranego w szkocki kilt i zasuwającego gdzieś z … kobzą. Okazało się, że zajęci na co dzień swoimi sprawami przegapiliśmy uroczystości ku czci świętego Jerzego, który to według podań miejscowej ludności, pokonać miał swego czasu smoka. Owe zgromadzenie właśnie formowało pochód ku czci tegoż dzielnego rycerza. Pochód otwierała prawdziwa szkocka orkiestra kobziarzy. Widok przedni, a i uczta dla ucha niesamowita. Któż bowiem nie lubi charakterystycznego dźwięku tego instrumentu.

#stgeorge 😁 wycieczka do lasu a tu proszę kobziarze 📣🎶🎵

A post shared by Piotr Zagorowski (@tatonawyspach.co) on

Nie to jednak miało sprawić, że ta wycieczka do lasu będzie wyjątkowa, ale po kolei.

Chwilę posłuchaliśmy na czym polega strojenie instrumentów kobziarzy (potem okazało się, że to w rzeczywistości był pierwszy utwór) oraz popodziwialiśmy przemarsz całego orszaku ku czci świętego Jerzego, aby w końcu pójść w swoim kierunku w stronę ciemnego lasu. Jeszcze długo słychać było zawodzące kobzy, więc maszerowało nam się wyśmienicie, aż do czasu gdy natrafiliśmy na dziwnie ułożony stos drewienek… Postanowiliśmy zbadać sprawę i tuż obok znaleźliśmy tajemnicze strzałki.

Postanowiliśmy się udać (biegnąc) w kierunku, w którym one wskazywały. Nasz entuzjazm został nieco przygaszony, gdy okazało się, że strzałki prowadzą w kierunku nawiedzonego lasu.

Niełatwo jednak zniechęcić dzielnych strażaków. Trzeba iść dalej, przygoda wisi w powietrzu, trzeba się tylko przygotować. Musimy uzbroić się w łuki i tak wyposażeni możemy ruszać dalej. Już po chwili cała załoga ma naprędce zmontowaną broń, która z łatwością wypuszcza strzały na niebagatelną odległość 90 centymetrów… Cóż, gdyby to było za mało, zawsze można komuś przyłożyć samym łukiem…

Szybko zauważamy dlaczego to nawiedzony las. Dziwne drzewa wyłaniają się raz po raz. A może to Gruffalo istnieje naprawdę. Wysyłając kilka strzał, szybko rozprawiamy się ze stworami, które dla niepoznaki przybrały kształt starych drzew, i możemy iść dalej.

W końcu wchodzimy na malowniczą polankę. Wszyscy czujemy, że kryje ona coś wyjątkowego. I rzeczywiście, na środku niej stoi starożytna drewniana budowla, która przypomina piramidy jakie widzieliśmy już w Muzeum Brytyjskim. Jest też i ostatnia strzałka.

Ekipa naradza się co teraz począć. Postanawiamy, że zaczniemy kopać, bo legenda głosi, że jest tutaj gdzieś ukryty skarb.

narada-wykopaliska

Łopatki poszły w ruch. Po chwili miarkowego kopania, łopata uderza o coś twardego. Cała ekipa wstrzymuje oddech, zaczynamy odgarniać suche liście i ziemię rękami. Czyżby nam się udało?? JEEEEST, jest jakieś zawiniątko. Błyszczy się w promieniach słońca przedostających się przez konary drzew, które teraz jakby się pochyliły chcąc również zobaczyć co jest w środku.

To jest chyba sarkofag, a w nim – prawdziwa mumia! Euforia wśród załogi, cały trud dotarcia do tego miejsca znika. Jest czysta radość… Wracamy z powrotem do domu, aby opowiedzieć o wszystkim reszcie ekipy, która szykuje strawę. Całą drogę rozmawiamy o szczegółach wyprawy, o łukach, o strzałkach, o lesie i o tym jak udało nam się znaleźć prawdziwy skarb. Zmęczeni, ale szczęśliwi docieramy do bazy. Opowieści i świętowania nie ma końca 🙂

Historią ta staje się historią numer jeden do końca dnia, a przypuszczam, że jeszcze długo będzie jedną z historii na dobranoc.

Wszystkie opisane tu zdarzenia miały miejsce naprawdę, w mainstreamowych mediach jednak o nich nie przeczytasz, dlatego zapraszam Cię do czytania mojego bloga, a co więcej do zabrania swoich dzielnych wojowników i wojowniczek na podobne przygody. Przygoda bowiem jest bliżej niż sądzimy…

las

Jeśli podobnie jak ja uważasz, że #RodzinaJestFajna i podobał Ci się ten wpis, zapraszam do podzielenia się nim ze znajomymi i do śledzenia mnie w następujących miejscach:

Więcej, bardziej, pełniej – Magis!
Podobne wpisy:

8 thoughts on “Niesamowite odkrycie w podlondyńskim lesie

  1. Jestem ciekawa, skąd się bierze taką mumię – sarkofag niczego sobie, ale zawartość naprawdę mroczna (na wyspach pewnie powiedzieliby creepy). Wymyśliłeś ciekawy sposób na spędzenie dnia z dziećmi – zdrowo, rozrywkowo, z niespodzianką. Podoba mi się! 🙂 Wycieczka musiała być udana.
    Nie wierzę, że kobza na żywo brzmi aż tak źle. 😉

    Lubię to

    • Mumię można kupić w Muzeum Brytyjskim i rzeczywiście zawartość jest trochę creepy ☺
      A reżyserem większej części zabaw z tego dnia była moja żona, która w podobny sposób bawiła się w dzieciństwie. To była wersja próbna. W kolejnych odsłonach będzie mapa, nadpalone papirusy i więcej rzeczy do zgadywania i znajdowania. Dzieci muszą trochę podrosnąć, ale już im sam zazdroszczę zabawy 😊
      Pozdrawiam i przy okazji, prowadzisz super blog! Będę korzystał z pomysłów.

      Lubię to

  2. Pingback: Turniej rycerski na zamku Hever | Tato Na Wyspach

  3. Pingback: Jak Jacek został strażakiem | Tato Na Wyspach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s